Ten artykuł ma na celu rozwiać powszechne wątpliwości dotyczące terminologii psychologicznej, precyzyjnie wyjaśniając różnice między błędnie używanym "syndromem helsińskim" a poprawnym "syndromem sztokholmskim". Dowiesz się, dlaczego tylko jedno z tych pojęć jest uznawane w psychologii, poznasz jego genezę oraz mechanizmy, które nim kierują, co pozwoli Ci lepiej zrozumieć to złożone zjawisko.
Syndrom sztokholmski to jedyne poprawne określenie psychologicznego mechanizmu przetrwania w sytuacji zagrożenia.
- "Syndrom helsiński" jest błędnym, nieistniejącym w psychologii terminem, wynikającym z pomyłki fonetycznej.
- Prawidłowa nazwa to "syndrom sztokholmski", pochodząca od wydarzeń z napadu na bank w Sztokholmie w 1973 roku.
- Jest to nieświadomy mechanizm obronny, w którym ofiara rozwija pozytywne uczucia, a nawet lojalność wobec swojego oprawcy.
- Występuje nie tylko w porwaniach, ale też w przemocy domowej, mobbingu, sektach czy rodzinach dysfunkcyjnych.
- Objawy obejmują sympatię do sprawcy, usprawiedliwianie go i wrogość wobec osób próbujących pomóc.
- Leczenie wymaga oddzielenia ofiary od oprawcy oraz długotrwałej psychoterapii.

Helsiński czy Sztokholmski? Rozwiewamy jedną z najczęstszych pomyłek w psychologii
Zacznijmy od rozwiania fundamentalnej wątpliwości, która często pojawia się w dyskusjach o psychologii traumy. Wiele osób używa zamiennie określeń "syndrom helsiński" i "syndrom sztokholmski", jednak muszę podkreślić, że tylko jedno z nich jest poprawne i funkcjonuje w profesjonalnej psychologii. "Syndrom helsiński" to popularne, lecz całkowicie błędne określenie, które nie ma żadnego umocowania w literaturze naukowej ani praktyce klinicznej. Nie ma takiego zjawiska psychologicznego. Pomyłka ta wynika najprawdopodobniej z podobieństwa fonetycznego nazw stolic nordyckich Helsinek i Sztokholmu. Łatwo o taką pomyłkę, gdy brakuje głębszej wiedzy o genezie terminu.Jedyną poprawną i uznawaną nazwą, którą będziemy szczegółowo omawiać w tym artykule, jest "syndrom sztokholmski". Moim celem jest definitywne rozwianie tej niepewności i ugruntowanie prawidłowej terminologii, abyśmy mogli precyzyjnie rozmawiać o tym złożonym i często bolesnym zjawisku psychologicznym.
Skąd wzięła się nazwa? Historia napadu na bank, która na zawsze zmieniła kryminologię
Aby zrozumieć, dlaczego mówimy o "syndromie sztokholmskim", musimy cofnąć się do sierpnia 1973 roku. To właśnie wtedy, w szwedzkiej stolicy, rozegrały się wydarzenia, które na zawsze zmieniły nasze postrzeganie relacji między ofiarą a oprawcą. Podczas napadu na bank Kreditbanken przy placu Norrmalmstorg, przestępcy przetrzymywali czworo zakładników przez sześć długich dni. To, co wydarzyło się po uwolnieniu, wprawiło w osłupienie zarówno policję, jak i opinię publiczną.
Zakładnicy, zamiast cieszyć się wolnością i współpracować z władzami, nieoczekiwanie zaczęli bronić swoich oprawców. Odmawiali współpracy z policją, nie chcieli składać zeznań, a co więcej po aresztowaniu przestępców, zbierali fundusze na ich obronę prawną. Jedna z zakładniczek, Kristin Enmark, nawiązała nawet romantyczną relację z jednym z napastników. To było coś, czego nikt wcześniej nie potrafił wyjaśnić. To paradoksalne zachowanie ofiar, ich empatia i lojalność wobec ludzi, którzy zagrażali ich życiu, dały początek nowemu pojęciu w psychologii i kryminologii.
Szwedzki kryminolog i psychiatra Nils Bejerot, który był konsultantem policji podczas tego kryzysu, jako pierwszy nazwał i opisał to zjawisko, analizując zachowania zakładników. To on ukuł termin "syndrom sztokholmski", który od tamtej pory stał się kluczowy dla zrozumienia reakcji psychicznych na ekstremalny stres i traumę.

Jak działa umysł w sytuacji ekstremalnej? Psychologiczny mechanizm syndromu sztokholmskiego
Syndrom sztokholmski to fascynujący, choć tragiczny, stan psychiczny, w którym ofiara zaczyna odczuwać sympatię, empatię, a nawet lojalność wobec swojego oprawcy. To nie jest świadomy wybór, ale nieświadomy mechanizm obronny i strategia przetrwania w sytuacji ekstremalnego stresu, zagrożenia życia i całkowitej zależności od agresora. W obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, kiedy poczucie kontroli zostaje całkowicie odebrane, nasz umysł potrafi wykształcić niezwykłe sposoby radzenia sobie.
W takich okolicznościach, instynkt przetrwania bierze górę. Ofiara, nie mając możliwości ucieczki ani walki, podświadomie szuka sposobu na zminimalizowanie zagrożenia. Rozwój pozytywnych uczuć wobec oprawcy, a nawet identyfikacja z nim, staje się w pewnym sensie adaptacyjną strategią. Jeśli oprawca postrzega ofiarę jako osobę, którą lubi lub z którą się identyfikuje, istnieje większe prawdopodobieństwo, że nie zrobi jej krzywdy. To jest kluczowe więź z katem staje się nieświadomą strategią obronną. Ważne jest, aby rozróżnić to zjawisko od miłości czy prawdziwej sympatii. To nie jest miłość, lecz "więź traumatyczna", która powstaje w warunkach przymusu i zagrożenia. Zazwyczaj do rozwoju syndromu muszą zaistnieć specyficzne warunki, które sprzyjają tworzeniu tej patologicznej relacji.
Po czym poznać syndrom sztokholmski? Najważniejsze objawy, na które trzeba zwrócić uwagę
Rozpoznanie syndromu sztokholmskiego może być trudne, zwłaszcza dla osób z zewnątrz, które nie rozumieją złożoności psychiki ofiary. Jednak istnieją pewne typowe objawy, które mogą wskazywać na jego obecność. Z mojego doświadczenia wynika, że świadomość tych sygnałów jest kluczowa dla wczesnej interwencji i pomocy:
- Pozytywne uczucia wobec sprawcy: Ofiara zaczyna odczuwać sympatię, współczucie, a nawet miłość lub lojalność wobec osoby, która ją krzywdzi. Mimo doznanej traumy, może widzieć w oprawcy "dobrą stronę" lub usprawiedliwiać jego działania.
- Usprawiedliwianie agresora i zaprzeczanie krzywdzie: To jeden z najbardziej zaskakujących objawów. Ofiara racjonalizuje zachowania sprawcy, minimalizuje doznane cierpienie, a nawet zaprzecza, że została skrzywdzona. Może powtarzać argumenty oprawcy, próbując wytłumaczyć jego motywy.
- Wrogość wobec wybawców: Osoby dotknięte syndromem sztokholmskim często wykazują negatywne nastawienie do tych, którzy próbują im pomóc policji, rodziny, przyjaciół czy terapeutów. Mogą odmawiać współpracy z organami ścigania, nie chcieć składać zeznań przeciwko oprawcy, a nawet aktywnie go bronić.
- Identyfikacja z poglądami i celami sprawcy: Z czasem ofiara może zacząć przejmować perspektywę oprawcy, rozumieć jego motywy, a nawet identyfikować się z jego celami czy ideologią. W skrajnych przypadkach może to prowadzić do aktywnego wspierania działań agresora.
Nie tylko porwania i filmy: Gdzie w codziennym życiu czai się syndrom sztokholmski?
Choć syndrom sztokholmski kojarzy się głównie z porwaniami i scenariuszami filmowymi, jego mechanizmy są znacznie szersze i mogą pojawić się w różnych, często mniej oczywistych sytuacjach życiowych. To ważne, aby zdać sobie sprawę, że nie jest to zjawisko ograniczone do ekstremalnych przypadków, ale może dotyczyć wielu z nas w codziennych relacjach.
- Syndrom sztokholmski w związku: cicha pułapka przemocy domowej: To jeden z najczęstszych kontekstów. Ofiara przemocy domowej, mimo bicia, poniżania czy kontroli, często usprawiedliwia partnera, czuje się od niego zależna i broni go przed otoczeniem. Obiecuje sobie, że "tym razem będzie inaczej", a chwile "dobroci" oprawcy są interpretowane jako dowód miłości, co zamyka ją w błędnym kole.
- Toksyczny szef i lojalny pracownik: czy w pracy można stać się zakładnikiem?: W środowisku pracy, zwłaszcza tam, gdzie panuje mobbing lub silna presja, pracownik może tkwić w toksycznej relacji z szefem. Tłumaczy jego zachowania, boi się zmiany pracy, a nawet odczuwa lojalność wobec niego, wierząc, że "tylko on potrafi go zrozumieć" lub że "nie jest tak źle".
- Pranie mózgu w sektach i grupach kultu: mechanizm kontroli i uzależnienia: Członkowie sekt często identyfikują się z liderem i jego ideologią, mimo doświadczanej krzywdy, manipulacji czy utraty kontaktu z bliskimi. Mechanizm ten jest szczególnie silny, ponieważ sekty często izolują swoich członków, tworząc środowisko całkowitej zależności.
- Syndrom sztokholmski u dzieci wychowanych w rodzinach dysfunkcyjnych: Dzieci, które doświadczają przemocy fizycznej, psychicznej lub zaniedbania ze strony rodziców, mogą rozwijać silną więź z krzywdzącymi opiekunami. Jest to mechanizm przetrwania w niestabilnym środowisku, gdzie miłość i bezpieczeństwo są nierozerwalnie połączone z bólem i lękiem.
Jak pomóc osobie, która broni swojego kata? Droga do odzyskania wolności
Pomoc osobie dotkniętej syndromem sztokholmskim jest procesem niezwykle delikatnym, długotrwałym i złożonym. Nie ma tu prostych rozwiązań, a pośpiech czy brak zrozumienia mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Z mojego punktu widzenia, kluczowe jest uświadomienie sobie, że ofiara nie działa racjonalnie w sensie, w jakim my to rozumiemy, a jej "lojalność" jest mechanizmem obronnym.
Pierwszym i absolutnie najważniejszym krokiem jest oddzielenie ofiary od sprawcy. Dopóki ta fizyczna i psychiczna zależność trwa, proces leczenia jest praktycznie niemożliwy. To może wymagać interwencji służb, wsparcia rodziny lub przyjaciół, a czasem po prostu stworzenia bezpiecznej przestrzeni, w której ofiara będzie mogła poczuć się bezpiecznie i zacząć myśleć samodzielnie.
Następnie niezbędna jest profesjonalna psychoterapia. Terapie takie jak poznawczo-behawioralna (CBT) czy psychodynamiczna mogą pomóc w przepracowaniu traumy, zrozumieniu patologicznego mechanizmu relacji i odbudowie poczucia własnej wartości. Terapeuta pomoże ofierze zrozumieć, że jej reakcje były naturalną odpowiedzią na ekstremalną sytuację, a nie oznaką słabości czy winy. Warto podkreślić, czego nie robić: nigdy nie oceniaj, nie krytykuj i nie obwiniaj ofiary za jej reakcje. To tylko pogłębi jej poczucie izolacji i wstydu. Zamiast tego, oferuj cierpliwość, bezwarunkowe wsparcie i zrozumienie. Pamiętaj, że proces odzyskiwania wolności i zdrowia psychicznego może trwać latami, a nawroty wątpliwości czy lojalności wobec oprawcy są możliwe. Kluczowe jest, aby ofiara czuła, że ma do kogo się zwrócić i że nie jest sama w tej walce.